Vendorzy obiecywali 85% trafności w przewidywaniu opóźnień budowlanych. Rzeczywistość? Na pierwszych czterech obiektach mieszkaniowych algorytm mylił się regularnie o 2-3 tygodnie. Problem nie leżał w matematyce.

Nasz harmonogramista wprowadzał dane zgodnie z umowami, nie z tym, co faktycznie działo się na placu budowy. Opóźnienia dostawców, zmiany pogodowe, problemy z podwykonawcami – wszystko było grzecznie aktualizowane w systemie z opóźnieniem 5-7 dni.

Eksperyment z danymi rzeczywistymi

Na piątym obiekcie zmieniliśmy podejście. Kierownicy budowy raportowali stan faktyczny dwa razy dziennie przez prostą aplikację mobilną: co jest gotowe, co się opóźnia, gdzie tkwi problem. Bez upiększania.

Po 8 tygodniach trafność prognozy wzrosła do 71%. System zaczął przewidywać kaskadowe opóźnienia – jeśli elektryk spóźnia się z instalacją, tynkarze automatycznie przesuwają się o 4 dni, co wpływa na kolejne etapy.

Najtrudniejsze? Przekonanie ludzi, że szczere dane są ważniejsze niż ładnie wyglądające raporty dla zarządu. Dopiero wtedy technologia zaczęła działać.